Ktoś by powiedział: „Zima, jak zima, niech przyjadą do nas.” Ale zima w Grecji jest zupełnie innym doświadczeniem niż zima w Polsce. A w tym roku stała się dla wielu przeżyciem dramatycznym.
Rafał, Zofia, Telemach i Hypatia
Od 2017 roku Grecy nadają imiona niżom barycznym na tyle głębokim, że prawdopodobnie będą utrudniać normalne funkcjonowanie obywateli. Konkretnie robi to jeden Grek, Kostas Luwardos, z Ateńskiego Obserwatorium Astronomicznego. Pomysł pochodzi z USA i ma są zadanie ułatwienie komunikacji zagrożeń. Nazwy nadawane są w kolejności alfabetycznej. Większość z nich nawiązuje do greckiej mitologii, choć Wiktor i Rafał chyba są spoza klucza.
W ostatnich dniach przerabialiśmy literki R, S, T, Y (Ρ, Σ, Τ, Υ), a w Grecji szaleli: Rafel (Ραφαήλ, od 1. stycznia), Zofia (Σοφία, od 3. stycznia), Telemach (Τηλέμαχηος, od 6. stycznia) i Hypatia (Υπατία, od 8. stycznia).
Paraliż
W pierwszym tygodniu roku, z powodu nadejścia Rafała i Zofii, pod śniegiem znajdowała się połowa Grecji. Telemach zwiększył śnieżne pokrycie do 63%. Pojawiły się problemy komunikacyjne, dotyczące wszystkich środków transportu. Samolot Ryanair z Londynu, który nie mógł wylądować w Salonikach, wysadził swoich pasażerów w Timiszoarze, gdzie załoga pożegnała ich i sobie poszła. Część dostała się do Grecji autokarem (20 godzin), a po część wysłano samoloty innych linii lotniczych. Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, Dimitris Papadimulis, zwrócił się z pilnym zapytaniem do Komisji Europejskiej, co zamierza w tej sytuacji zrobić.

W zeszłą sobotę w niektórych miejscowościach Macedonii temperatury spadły do niemal -20 stopni. Saloniki odetchnęły, rano termometry wskazywały -3 stopnie, uruchomiono transport miejski i lotnisko, ale w poniedziałek wieczorem Telemach przeniósł się do Attyki. Najpierw dotarł na północne przedmieścia Aten. We wtorek nad ranem śnieg pojawił się w Iliupoli, a koło południa przykrył całe centrum. Na północ nie dojeżdżały autobusy ani metro. Uruchomiono ogrzewane, publicznie dostępne pomieszczenia. Na cztery godziny wyłączono z ruchu autostradę prowadzącą z Aten na północ do Lamii. W północnej Grecji zamknięto uniwersytety, a wraz z nadejściem Hypatii również dużą część szkół w całym kraju. W Attyce, na Eubei, na Krecie i Skopelos wiele wiosek zostało odciętych od sieci elektrycznej. Pod koniec tygodnia w Salonikach skończyła się sól. Na szczęście w piątek już głównie padał deszcz i wiało.

Jak żyć?
Ktoś by powiedział: „zima jak zima. Niech przyjadą do nas.” Jako osoba wychowana w Europie Wschodniej, w kraju, gdzie centralne ogrzewanie jest cywilizacyjną normą, przeżyłem spore zaskoczenie, spędzając swoją pierwszą zimę w Grecji. Myślałem sobie: „12 stopni w środku grudnia, żyć nie umierać”. Z jednej strony to prawda, zimowe spacery po Atenach wspominam z rozrzewnieniem. Z drugiej strony, należy sobie uświadomić, że gdy na zewnątrz jest 12 stopni w domu często jest … 12 stopni, a w nocy mniej. A w tym roku jeszcze dużo mniej.
Większość mieszkań w greckich miastach ogrzewana jest za pomocą bojlerów zasilanych ropą. Taki bojler zużywa, mniej więcej litr ropy na godzinę w wypadku domów jednorodzinnych i 3-7 litrów na godzinę w wypadku kamienic (w zależności od ich wielkości). Ropa do bojlerów kosztuje w tym roku 1,15€ za litr. Co prawda, najubożsi otrzymują zasiłek grzewczy (w tym roku 12,5 centa na litr), ale koszta i tak pozostają wysokie. Z tego powodu rzadko które kamienice ogrzewane są przez całą dobę. Raczej jest to kilka godzin rano i wieczorem, a czasem w ogóle. Dlatego też coraz więcej konsumentów podłącza się do instalacji gazowej.
Co gorsza, ten problem dotyczy nie tylko mieszkań prywatnych. W ateńskim szpitalu położniczym Elena z powodu konserwacji nie działa centralne ogrzewanie, a oddziały pożyczają sobie nawzajem koce. W sali porodowej z ośmiu klimatyzatorów działają trzy, z czego dwa kiepsko. Przynajmniej w dziesięciu innych szpitalach na terenie całego kraju z powodu braku ropy szpitale ogrzewane są rzadko albo w ogóle. Pacjenci przynoszą własne grzejniki. Nie wszędzie mają dostęp do ciepłej wody.
Czyli wszechobecne zimno, przed którym próżno uciekać do domu.

Dodaj komentarz