Zmęczone Ateny

To jest osobisty wpis na osobistym blogu. Nie jest to głos w żadnej dyskusji. Po roku nieobecności spędziłem w Atenach tydzień. Opisuję odczucia, jakie mi towarzyszyły podczas wizyty i towarzyszą nadal. Mam taką potrzebę, ponieważ z żadnym miastem na świecie nie czuję się tak związany jak z Atenami. No może z wyjątkiem Mokotowa i Ursynowa. Ze względu na charakter tego wpisu, odnośniki ograniczyłem do minimum.

 

Z lotniska pojechaliśmy jak zwykle na Sindagmę. Od lat można tam dojechać metrem, ale zawsze wybieramy autobus. Podróż trwa dłużej, ale jest to pewien rytuał powitania z miastem. Pozwala osiąść w ateńskich realiach po przyjeździe z dalekiej północy. Na drzewach dzikie pomarańcze zamiast nagich gałęzi, na ulicach „every man for himself” zamiast warszawskiego savoir vivre’u.

Jedyna nowość, jaka przyciąga wzrok po drodze, to całkiem całkiem nowe logo ERT (ΕΡΤ) na budynku telewizji państwowej. ERT to telewizja, którą SYRIZA utworzyła w miejsce telewizji NERIT (ΝΕΡΙΤ), którą poprzednia ekipa utworzyła w miejsce … ERT. Ale to materiał na osobny wpis.

ERT

Dojeżdżamy na Sindagmę – wszystko po staremu. Nic się nie zmieniło na moim ulubionym skrzyżowaniu, w miejscu, gdzie Wasilisis Sofijas kończy się na placu i krzyżuje się z Panepistimiu (po prawej) i z Wasilisis Amalijas (po lewej). Znaki mówią wyraźnie: nie wolno skręcać w lewo. Trzeba pojechać na dół i objechać plac od strony McDonalda. Ale łatwiej jednak skręcić w lewo, tylko że wtedy należałoby przepuścić pieszych. Ale kto by się tym przejmował, skoro i tak złamał przepisy. Piesi na Wasilisis Amalijas są bezbronni. Najbezpieczniej jest przejść na czerwonym, bo wtedy na Wasilisis Sofijas samochody też mają czerwone. Tylko trzeba poczekać, aż czerwone będą również miały samochody na Wasilisis Amalijas. Niestety, kiedy idzie się od strony placu, nie widać sygnalizacji dla samochodów na Wasilisis Amalijas, ale tak lepiej iść na czerwonym. 50% szans na przeżycie vs 0%. Opłaca się.

Wysiadamy na Sindagmie. Na środku placu nieszczęsny starszy pan bardzo głośno domaga się wsparcia. Otaczają go plakaty, które w różnych językach informują, że ma guza na mózgu. Był tu w zeszłym roku. Jest już częścią krajobrazu.

Pierwsza myśl: bardzo tu czysto i spokojnie. Z ostatnich lat pamiętam wyszczerbione marmury, które wyrywali manifestanci, żeby rzucać nimi w policję. W pewnym momencie władze miasta uznały, że nie będą już naprawiać i czyścić przestrzeni publicznej, bo potem znów przychodzi publiczność i wszystko brudzi i niszczy. Teraz wszystko jest zaszpachlowane i ponaprawiane. Zniknęły barierki, broniące dostępu do grobu nieznanego żołnierza. Były tu rok temu. Podobne odczucia miałem po wizycie w gigantycznym budynku „Szkoły Filozoficznej” Uniwersytetu Ateńskiego. Jeszcze niedawno czytałem o szczurach i karaluchach na betonowych korytarzach. Nie było pieniędzy na opłacenie firm sprzątających, więc wszystko tonęło w śmieciach. Oburzeni studenci zasypali odpadkami biurko rektora. Teraz budynek powrócił do swojej zwykłej kondycji: ściany i podłogi zamalowane sprejami, plakaty i transparenty o rewolucyjnej treści zwisają zewsząd i walają się wszędzie, w toaletach śmiesznie pachnie. Czyli zwykła martwa natura, którą pamięta każdy ateński ERASMUS.

 

„Nomos lemitomos”…

… czyli „ustawa-gilotyna” – to leitmotiv ruchów społecznego sprzeciwu w Grecji na przełomie stycznia i lutego 2016. Chodzi o projekt ustawy, wprowadzający zmiany w systemie ubezpieczeń społecznych (pisałem o tym wcześniej). Poszliśmy na jedną demonstrację. Akurat trafiło na komunistów z PAME (ΠΑΜΕ). Zgromadzenie rozpoczęło się na Placu Zgody (Omonia), który zapełniony był do połowy sympatykami komunistycznych związków zawodowych. Było ich jeszcze trochę ulicach okalających plac, ale ich liczba nie robiła wrażenia. Marsz ruszył ulicą Stadiu w stronę Sindagmy, zatrzymując się pod Μinisterstwem Pracy i Ubezpieczeń Społecznych. Tam już czekała stała ekipa w namiotach.

Mój podziw budzą zawsze hasła skandowane podczas manifestacji w Grecji. Mają charakterystyczną dla siebie konstrukcję metryczną, która narzuca rozmieszczenie akcentów i rymów. Nie łatwo coś takiego wymyślić, a manifestanci muszą sobie te frazy przyswoić w ekspresowym tempie. Na szczęście hasło było wypisane na afiszu górującym nad Omonią podczas wiecu. Przykład z 26 stycznia (wielkie czerwone litery to akcentowane sylaby):

tsaKIzun TIN aSFAliSI kie wJEnuME sto DROmo

PARte TOra PIsooo

to NOmo LEmiTOmo

Czyli: „Oni niszczą ubezpieczenie, a my wychodzimy na ulicę / wycofajcie natychmiast / ustawę-gilotynę”.

pame

Poza energią, która poszła w skandowanie haseł, było dość anemicznie. Z drugiej strony, kilka dni później, 4 lutego w strajku generalnym ogłoszonym przez PAME uczestniczyły wszystkie ważniejsze centrale związkowe. W demonstracjach wzięli też udział prawnicy, lekarze itd. Zamknięte były nie tylko sklepy, ale nawet kawiarnie. To nowość z dwu powodów. Po pierwsze, po raz pierwszy skrajnie lewicowy rząd musi się zmierzyć z tak masowymi protestami. Ale jest jeszcze coś: podczas demonstracji z 26 stycznia nie widziałem poczucia siły. Ludzie palili papierosy, dyskutowali, a potem leniwie ruszyli przed siebie. Przodem szedł pies, z którym zabawiali się znudzeni policjanci. Po dwu godzinach było po wszystkim. Jakby zawodowi strajkowicze stracili energię. W strajku 4 lutego uczestniczyli ludzie, którzy dotychczas nie strajkowali. Raczej klęli, że nie jeżdżą taksówki, albo sprzedawali demonstrantom kawę. Abstrahując od sensowności tego protestu, wygląda na to, że SYRIZie udało się stworzyć autentyczny ruch społeczny, którego spoiwem jest sprzeciw wobec nieudolnego rządu, a nie odznaki związkowe.

 

W sklepach pustki…

Agia Paraskiewi
Agia Paraskiewi

…no właśnie zależy gdzie. Na handlowej ulicy w centrum, Ermu, tłok jak zawsze. Słyszę, że to turyści, bo Greków na zakupy nie stać. Nie będę polemizował. Co prawda językiem urzędowym i na tej ulicy jest wciąż grecki, ale wiadomo, że każdy turysta po dwu-trzech dniach w Atenach zawsze coś podłapie. Z drugiej strony, trochę dalej od centrum, w dzielnicy Agia Paraskiewi mijaliśmy pawilon handlowy, gdzie ostała się tylko apteka i fryzjer. Z trzeciej strony, wystarczy się przejść kilka przecznic dalej, aby trafić do Chalandri, gdzie konsumpcja trwa w najlepsze. Parę słów o tym niżej.

W centrum trochę zmian rzuca się w oczy. Po pierwsze, poznikało sporo charakterystycznych, tonących w ciemnościach kanciap z wszelkiego rodzaju badziewiem, których właściciele nieszczególnie troszczyli się o dotarcie do jakiejś konkretnej grupy docelowej. Siedzieli tam i kurzyli się przez lata, aż zbankrutowali. Teraz na ich miejsce przyszli ludzie trochę bardziej przedsiębiorczy. Po drugie, pojawiła się nisza: zapotrzebowanie na usługi w przystępnych cenach. Okazało się, że kawa w centrum nie musi kosztować 3-4 €, a może kosztować poniżej dwu. Okazało się też, że w centrum Aten można zjeść zupę z soczewicy na czystym stole za 2,8 € (niestety nie codziennie). Ale to zmiany, które zarejestrowałem w zeszłym roku. Obawiałem się, że przedsiębiorcy nie wytrzymają rządów SYRIZy. Jedni wytrzymali i brawa dla nich, inni przenieśli się z centrum Chalandri i dla nich też brawa.

Chalandri
Chalandri

Chalandri jest chyba nowym zjawiskiem. Styczniowy numer Athens Voice był w całości poświęcony tej dzielnicy. Na mnie ta okolica nie zrobiła szczególnie pozytywnego wrażenia. Może dlatego, że akurat nie miałem ochoty na tego typu doświadczenia. Jak powiedziała moja towarzyszka, całość przypomina galerię handlową na świeżym powietrzu. W wąskich uliczkach odchodzących od ulicy Andreasa Papandreu (to zabawne) pełno kawiarń, barów i restauracji. Zjedliśmy zupę z soczewicy. Przepłaciliśmy trzykrotnie. Bo też nie na soczewicę się tu przyjeżdża, a na burgery, pizzę, fancy kawę itd. Czułem się tam jak nie w Grecji. Nawet kiosk ruchu nie jest tam budką obwieszoną gazetami, pamiątkami, gadżetami, bielizną, plecakami i wszystkim innym, co zwykle kupuje się w kiosku. Kiosk w Chalandri jest pomieszczeniem w kamienicy i nazywa się … Kiosk! Z drugiej strony, rozumiem, na jakie zapotrzebowanie odpowiada takie miejsce. Kiedy mieszkałem w Atenach, czasem miałem ochotę odpocząć od Aten: od hałasu, od kurzu, od tłoku, od gyrosów. Można wtedy pójść na Kolonaki, ale tam zawsze czułem się obco, co tu dużo gadać: ubogo. Można szukać niegreckiego jedzenia np. w Simply Burger, ale co, jeśli akurat nie mam ochoty na burgera. Można jechać do Kifisji, ale i tam do wyboru są ze dwa sensowne lokale w przystępnych cenach plus Starbucks. A więc Chalandri polecam wszystkim ERASMUSom, IKowcom, nawet TIESPowcom, którzy na dzień albo pół dnia chcą zapomnieć, że są w Grecji. I chyba taką funkcję pełni teraz Chalandri. Przyjeżdżają tam ludzie, którzy mimo wszystko chcieliby spędzić przyjemnie czas, nie ryzykując, że jakiś rozgniewany anarchista wyleje im kawę, albo będą musieli przekrzykiwać „parte tora piso / to nomo lemitomo”. Z tego powodu przeniósł się tam z centrum nasz ulubiony lokal deserowy, Loukumami („Panie, jak nie demonstracja, to wiec. Ile można?”).

 

Liberalizm w natarciu?

Tytuł oczywiście przesadzony. Wishful thinking autora, który jak najlepiej życzy Grecji. A ten kraj jak niczego innego potrzebuje wolnego rynku i jasnych reguł. Ale faktem jest, że coraz częściej słyszę w Grecji głosy, z którymi łatwo mi się zgodzić. Może wcześniej tych ludzi nie znałem, a może byli mniej słyszalni, nie wiem. Kiedyś słyszałem tylko Nikosa Dimu, który w swoim „Ironicznym słowniku nowogreckim” nie oszczędzał takich świętości jak budżetówka czy związki zawodowe. Potem była Popi Tsapanidu, która prowadziła poranne pasmo w telewizji SKAI. Inni reporterzy tylko przytakiwali swoim rozmówcom, a ona potrafiła powiedzieć rozwrzeszczanemu związkowcowi z Sindagmy, że jeśli nie będzie mówić na temat, to go wyłączy. I wyłączyła. Teraz jest Konstandinos Bogdanos, który wypytuje protestujących rolników, na kogo głosowali, i przede wszystkim Manos Wularinos, satyryk, prowadzący audycję Otinane (Cokolwiek). On pierwszy zaczął się wyśmiewać z „Andreasa Tsiprasa”, waląc bezlitośnie w dwie świętości: ubóstwionego Andreasa Papandreu i mesjasza lewicy, Aleksisa Tsiprasa. A robił to before it was cool.

Dotychczas w Grecji słowo „liberał” (równoznaczne z „neoliberał”), było synonimem słowa „faszysta”. Każdy od tego określenia uciekał, nawet centroprawica. Dziś klimat jest nieco inny. Po roku rządów SYRIZy lewica jako formacja ideowa bardzo straciła na wiarygodności. Grecy walnęli głową w dno mniej więcej wtedy, kiedy na życzenie Tsiprasa zagłosowali w referendum przeciw akceptacji reform towarzyszących trzeciemu pakietowi pomocowemu, a on podpisał wszystko, co mu podsunęli wierzyciele. Okazało się, że lewica robi to samo, co robiłaby prawica, tylko robi to o wiele gorzej. Moja serdeczna przyjaciółka ujęła to w ten sposób: „Jak nas dymała prawica, to jeszcze można było znieść, bo od tego jest prawica, ale jak nas dyma lewica, to już się można wkurzyć”. Wiec może lepsza jest prawica, zwłaszcza że Nowa Demokracja przeszła lifting i wyładniała. Może stworzy sensowną propozycję i będzie ją w stanie zakomunikować Grekom?

Dla mnie rozmowa z Grekami była w tym roku dużo łatwiejsza niż rok temu. Po roku rządów SYRIZy łatwiej im zrozumieć mój sceptycyzm sprzed roku. W moim kraju natomiast stało się to, co się stało. Rok temu, przyznaję, patrzyłem na Greków trochę z góry (nawet nie wiem, czy słowo „trochę” jest tu na miejscu). No to już tak nie patrzę. I my i oni znajdujemy się w trudnej, potencjalnie niebezpiecznej sytuacji. Możemy się od siebie wiele nauczyć. W tym sensie moje odczucia po tej wizycie były pozytywne. Ale nie optymistyczne. Ogrom katastrofy, jaka spotkała Greków przez ostatni rok, sprawia, że w roku 2016 rok 2014 to kraina marzeń, do której chętnie by się wróciło. Właściwie to mi też coś przypomina.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s