Emgranci i uchodźcy w Atenach

Przed ostatnią wizytą w Atenach zastanawiałem się, czy kryzys związany z falą uchodźców i emigrantów przetaczającą się przez terytorium Grecji ma duży wpływ na życie stolicy. Poniższy tekst jest wynikiem tej ciekawości. Opisałem to, co widziałem. Dodałem to, czego się dowiedziałem. Na pewno nie jest to obraz kompletny.

 

Starzy i nowi

Uchodźcy i imigranci nie są w Atenach czymś nowym. Wystarczy się przespacerować po okolicy ograniczonej mniej więcej przez Plac Zgody (Omonia), Plac Wiktorii i stację kolejową Larisis, aby zobaczyć punkty usługowe z szyldami w różnych alfabetach i różnych językach (również polskim, czemu nie). Przybysze zdążyli się tu zadomowić, bo są tu od lat. Jeszcze z czasów studenckich pamiętam ciemnoskórych dżentelmenów, którzy przechadzali się po plażach z gigantycznymi torbami podróżnymi wypełnionymi pirackimi płytami za 3€, zachęcając do zakupów konfidenckim „triaewro-triaewro-triaewro”. Ci sami panowie pojawiali się w uczęszczanych miejscach, gdy padał deszcz, i oferowali parasolki w przystępnych cenach, reklamując się gromkim „oooombrelombrelombreloooombrel”. Na placu przed zabytkową siedzibą Uniwersytetu sprzedawali buty i torebki, wyłożone na plandekach. Gdy zauważyli choć cień policjanta, plandeki szybko zwijali w toboły, zarzucali je na plecy i oddalali się. Pakistańczycy sprzedawali kwiaty na Monastiraki. Widywałem ich w autobusie, gdy po pracy spokojnie wracali do domu, tak jak ja. Kiedyś, gdy siedziałem w kawiarni w okolicach Ewripidu, jakiś facet położył przede mną szafkę w kształcie żyrafy, bębenek i różne inne rzeczy. Zachęcał do zakupu któregoś z przedmiotów. Podobnych jegomości widziałem nawet na głębokiej prowincji, w Janenach, przy granicy albańskiej. Chyba sprzedawali zegarki. A był rok 2009.

Sklep
Sklep słowiańsko-rumuński na ul. Acharnon

Ale ta historia zaczęła się dużo wcześniej. W latach 90. XX wieku do Grecji zaczęli napływać imigranci z krajów byłego bloku sowieckiego. U progu zmian geopolitycznych kraj nie był gotów na nowe wyzwanie. Tradycyjnie to Grecy wyjeżdżali za chlebem, a nie przyjmowali gości. Między 1991 a 2001 rokiem liczba obcokrajowców przebywających w Grecji wzrosła do ok. miliona. Większość z nich stanowili Albańczycy i Grecy pontyjscy (osoby o greckich korzeniach, wywodzące się z wybrzeży Morze Czarnego, zamieszkałe w większości na terenie byłych kaukaskich republik Związku Radzieckiego). Narodowości 200 tysięcy imigrantów nie udało się ustalić.

OECD szacowała w 2010 roku, że w Grecji przebywa ponad 1,2 miliona imigrantów, z czego połowa – nielegalnie. Wśród osób ubiegających się o azyl najwięcej było tych pochodzących z Pakistanu, Afganistanu, Gruzji, Bangladeszu i Iraku, ale to tylko ułamek imigrantów. Dane spisu powszechnego z 2011 roku (ponoć niezbyt wiarygodne ze względu na „problematic organization and management of the census„) mówią o zamieszkałych w Grecji na stałe 1 286 067 osobach urodzonych poza Grecją, z których 912 tysięcy posiadało niegreckie obywatelstwo (różnicę można częściowo wyjaśnić ułatwieniami dla Greków pontyjskich w uzyskaniu greckiego obywatelstwa). Nowością była kompozycja etniczna społeczności imigrantów. Pojawiła się grupa przybyszy z Afryki (25 850 osób) i Azji (138 274 osób, z których połowa pochodziła z Pakistanu i Gruzji).

I może gdzieś tutaj kończy się historia starej migracji i zaczyna się historia nowej. W roku 2008 50% przypadków nielegalnego przekroczenia granic UE miało miejsce na granicach greckich. W 2010 roku było to 90%, ale to już nie byli ludzie, którzy przybywali do Grecji, żeby się w niej osiedlić. Grecja stała się krajem tranzytowym w drodze do bogatej Europy Północnej. Imigranci poprzedniej fali dostawali się do Grecji głównie od północy, drogą lądową. Nowa fala przybywa głównie ze wschodu i z południa. Od kiedy władze greckie wzniosły ogrodzenie wzdłuż lądowej granicy grecko-tureckiej, zjawisko jej przekraczania w tym miejscu praktycznie ustało. Przejścia strzegą funkcjonariusze skierowani tu w ramach akcji „Aspida” (Tarcza). Trudniej upilnować morza. W 2010 roku drogą morską trafiło do Grecji 9,7 tysiąca osób. W 2014 było to już 219 tysięcy. Już wtedy liczba osób wybierających trasę przez Grecję była wyższa niż liczba osób podróżujących przez Włochy, ale był to podobny rząd wielkości. Od tego czasu napływ uchodźców i emigrantów zwiększył się wielokrotnie, a Grecja stała się wyraźnie preferowaną trasą. W 2016 roku (od początku stycznia do 10 lutego) przez Grecję do Europy trafiło ponad 12 razy więcej ludzi niż przez Włochy (aktualizowane dane tu). Od stycznia 2015 roku do 10 lutego 2016 roku do Grecji przybyło 932,519 osób, z tego w styczniu tego roku ponad 58 tysięcy, a w pierwszych dniach lutego ponad 15 tysięcy (aktualizowane dane tu).

 

Z granicy do Aten, z wysp do Pireusu

Uchodźcy i emigranci trafiają na wyspy. To tu rozgrywa się największy dramat. Na wybrzeżach lądują rzesze zziębniętych, przemoczonych ludzi. Straż przybrzeżna ratuje rozbitków, a morze wyrzuca ludzkie ciała. Pięć wysp: Leswos, Chios, Samos, Leros i Kos traktowanych jest jako punkty zborne. Stąd uchodźców i emigrantów przewozi się dalej. Terytorium Grecji opuszczają przez przejście w Idomeni na granicy z Republiką Macedonii.

W listopadzie zeszłego roku władze Republiki Macedonii zadecydowały, że na teren tego kraju wpuszczane będą tylko osoby, mogące ubiegać się o status uchodźcy, czyli pochodzące z Syrii, Iraku i Afganistanu. Emigranci, którym zabroniono przejścia do Republiki Macedonii, zablokowali na ponad 20 dni kolejowe przejście graniczne. Miało to swoje konsekwencje ekonomiczne. Hewlett-Packard zmienił trasę stu kontenerów ze swoimi towarami, które przez Pireus i Idomeni miały trafić do Europy Centralnej. Zostały przewiezione przez terytorium Słowenii.

9 grudnia policja zlikwidowała blokadę. Operacja przebiegła raczej spokojnie, chociaż wcześniej usunięto z okolicy dziennikarzy, a wśród emigrantów dokonano dziesięciu zatrzymań. Joanis Muzalas, odpowiedzialny w MSW za politykę migracyjną, uprzedzał zresztą wcześniej, że interwencja elitarnych oddziałów to nie „spacer gimbazy po lesie”. Ponad tysiąc osób (choć informacje na temat ich liczby są bardzo zróżnicowane) zapakowano do autobusów i przewieziono do Aten. Niestety tu nie do końca było wiadomo, co z nimi zrobić. Mimo że blokada granicy trwała ponad trzy tygodnie, o operacji policyjnej zadecydowano z trzydniowym wyprzedzeniem. W stolicy nie przygotowano miejsc noclegowych. Emigranci zostali przewiezieni na stadion taekwondo w ateńskiej dzielnicy Paleo Faliro, po czym wielu z nich oddaliło się w nieznanym kierunku. Później z Faliro przewieziono wszystkich na stadion hokejowy w dzielnicy Eliniko. Muzalas po spotkaniu z władzami miejscowymi oświadczył, że stadion będzie używany przez około trzy miesiące.

Ale osoby przetransportowane z Idomeni to pikuś w porównaniu z tłumami, jakie przewijają się co tydzień przez Pireus. Istnieje alternatywna trasa przez Kawalę, ale liczby mówią, że nie tamtędy przewozi się większość osób. Statki „Ariadni”, „Nisos Rodos”, „Nisos Mikonos”, „Elefterios Wenizelos” „Blue Star 1”, „Blue Star 2”, „Tera Jet”, „Blue Star Patmos” i „Diagoras” kursują między wyspami a Pireusem, przywożąc uchodźców i emigrantów z Lesbos, Chios, Samos i Kos. 14 grudnia 1 545 osoby, dzień później 3 350, 26, 28, 29 i 31 po 3 775, 1 550, 1 150 i 3 638, 5 stycznia 2016 roku 2 642 osób, 10 – 2 351, 13 – 1,238, 14 – 2 199, 18 – 2 404, 19 – 831, 25 – 1 481, 27 – 912, 1 lutego – 8 407 Jeśli nie pomyliłem się w obliczeniach, daje to 37 473 osób w ciągu półtora miesiąca!

 

Opieka

elliniko_skines3
Stadion hokejowy w Eliniko, za vimaonline.gr

Oficjalnie w  Atenach jest 1600 miejsc przyjmujących uchodźców i emigrantów, z tego 900 na wyżej wzmiankowanym stadionie hokejowym i 700 w ośrodku usytuowanym na terenie dzielnicy Eleonas.

Stadion hokejowy położony jest na terenie kompleksu sportowego zbudowanego przed Igrzyskami 2004 roku. Jest to olbrzymia ogrodzona przestrzeń, granicząca z terenem starego lotniska, który też jest w zasadzie niedostępny. Od strony morza co jakieś 20 minut kursuje tramwaj do centrum Aten. Wybrzeże zdobią przystanie jachtowe, drogie kawiarnie i plaże, nie zawsze czyste, nie zawsze płatne. Nawet w styczniu można tam zobaczyć gołe brzuchy, jak w lecie na warszawskim Muranowie. Nam nie udało się wejść na teren boiska hokejowego, ani nawet dojść w jego pobliże, ale jakby ktoś szukał, to chyba jedyna droga prowadzi od morza, od Alei Posejdona. Od góry, od strony Alei Wuliagmenis przejścia nie ma. Były tu kiedyś amerykańskie bazy wojskowe. Dawno ich nie ma, ale żołnierze nadal strzegą terenu.

Eleonas
Ul. Św. Polikarpa 87

Na ulicy Św. Polikarpa w dzielnicy Eleonas funkcjonuje Otwarte Centrum Zakwaterowania Uchodźców. Nie jest na tyle otwarte, żeby można było tam wejść, ale przebywające tam osoby mogą je opuszczać i do niego powracać. Centrum ulokowane jest w przemysłowej części Eleonasu. Z jednej strony sąsiaduje z targiem staroci, z drugiej ze sporym warsztatem. W okolicy jest dużo zakładów wyrabiających różne ciekawie wyglądające przedmioty, głównie z metalu. Jest też sporo kurzu, część którego pochodzi z nawierzchni ulicy Św. Polikarpa. Nie ma więc tutaj za bardzo gdzie pójść, ale ludzie są ogarnięci i na pewno trafią na stację metra, oddaloną o jakieś 20 minut spaceru. Jaki jest standard zakwaterowania, trudno powiedzieć. Zdjęcia na stronie FB pokazują domki kontenerowe podobne do tych w centrach na Leswos, Chios czy Leros.

Eleonas 2
Ul. Św. Polikarpa. Ośrodek dla uchodźców za halami.

Na Eksarchiach funkcjonuje skłot, stary budynek, zajmowany kiedyś przez jeden z państwowych zakładów ubezpieczeniowych (ETEAM), w którym uchodźcom i emigrantom oferowany jest nocleg, ubrania i wyżywienie. Z założenia osoby goszczone nie powinny przebywać w skłocie zbyt długo. Jak mówi oprowadzająca nas Maro: „ustaliliśmy ograniczenie dziesięciu dni, ale…”. Jest to pięciopiętrowy budynek wyposażony w windę, instalację elektryczną i hydrauliczną. Mimo że oficjalnie nic tu się nie mieści, wszystko działa. Może tam przebywać ponad 100 osób na raz. Wszystkie miejsca są wykorzystane. Od momentu rozpoczęcia działalności, czyli od września zeszłego roku do ostatniego tygodnia stycznia przewinęło się przez to miejsce niemal 3000 osób. Skłot zaopatrywany jest niemal wyłącznie przez osoby prywatne i radzi sobie nieźle. Widzieliśmy pokoje magazynowe pełne produktów żywnościowych, środków czystości i ubrań. Rezydentom oferowana jest opieka prawników. Mieszkają tam głównie osoby, które nie mogą liczyć na otrzymanie azylu i muszą opuścić terytorium Unii Europejskiej. Są też Irakijczycy i Afgańczycy. Syryjczycy pojawiają się, ale rzadko. Sami zainteresowani dowiadują się o istnieniu takiego miejsca drogą szeptaną lub są zapraszani, kiedy błąkają się po placu Wiktorii. Preferowane są rodziny z dziećmi. Robiąc zdjęcia, starałem się nie naruszać prywatności osób przebywających w skłocie, dlatego pomieszczenia wyglądają na opustoszałe. W rzeczywistości to miejsce jest żywe, a ludzie są zadowoleni. Niepokojąco wyglądają dziecięce rysunki przyklejone do ściany taśmą klejącą. Nie zdecydowałem się na ich publikację, ponieważ uznałem je za bardzo drastyczne w szczególnie smutny sposób. Przedstawiają ludzi okaleczanych, dekapitowanych, wieszanych na drzewach. Sens podpisów w języku perskim, po przetłumaczeniu na angielski nie były dla mnie jasny. Na pewno odwołują się do IS.

Notaras 26 1.png

Jeśli podliczyć wszystkie miejsca w oficjalnych i nieoficjalnych ośrodkach, widać na pierwszy rzut oka, że mają one się nijak do liczby uchodźców i emigrantów przewijających się w każdym tygodniu przez Pireus. Jednak większość pasażerów wsiada do autokarów, które czekają na nich już w porcie, aby przewieźć ich na granicę. Pewnie dlatego obraz ulic, jaki widziałem dwa tygodnie temu, nie różnił się zasadniczo od tego, co widziałem 6-7 lat temu. Te same plandeki, te same torebki, buty i zegarki. Wyjątkiem jest plac Wiktorii (być może też Omonia, ale tam trudno odróżnić koczujących emigrantów od koczujących ludzi, których prześladują wszystkie inne możliwe problemy). To na Wiktorii „starzy” mijają się z „nowymi”. Kiedy tam byłem, na placu zgromadził się spory tłumek osób mówiących w językach, których nie znam. Nie wyglądało to dramatycznie, ale sytuacja jest bardzo zmienna. Zależy οd pory dnia i, jak się domyślam, od częstotliwości kursowania statków. Bywa, że zgromadzi się tu i kilkaset osób. Swego czasu zmarznięci ludzie uniemożliwili korzystanie z kolejki elektrycznej.

Na Plac Wiktorii trafiają ci, których nie stać na bilet autobusowy z Pireusu do Idomeni (35€) i muszą sobie jakoś te pieniądze zorganizować. W gorszej sytuacji są ci, którzy nie mają prawa ubiegania się o azyl. Dostają dokumenty, które uprawniają ich do tymczasowego przebywania w Grecji. Kiedy dokumenty tracą ważność, ich posiadacze są wyrzucani z ośrodków, żeby zrobić miejsce dla kolejnych. Powinni opuścić Grecję, ale nikt im tego nie ułatwia. Na placu Wiktorii czekają na przesyłkę z Western Union lub korzystają z pośrednictwa szemranych „bankierów”, zawierając „transakcje”, których mogą żałować przez lata. Również na Wiktorii znaleźć można ludzi, którzy za odpowiednim wynagrodzeniem umożliwią dalszą podróż na północ. Póki nie zmieni się polityka wobec, tych, którzy utracili prawo pobytu na terenie Grecji, będzie ich na Wiktorii raczej więcej niż mniej. Gdyby tego było mało, przedstawiciele rządu w ostatnich dniach wyrażają obawy, że Grecja zostanie postawiona w obliczu tymczasowego zamknięcia północnych granic. Gdyby taki stan miał trwać przez kilka miesięcy, w kraju zbierze się kilkadziesiąt tysięcy uchodźców i emigrantów. Skądinąd Grecja zobowiązała się do stworzenia 50 tysięcy miejsc dla przybyszy. W tej chwili jest ich niewiele ponad 10 tysięcy. Brane są pod uwagę lokalizacje na przedmieściach Aten i Salonik, choć te propozycje spotykają się ze sporym oporem społecznym.

 

Co dalej?

Kiedy zaczynałem pracować w Atenach (znów rok 2009), byłem od lat dumnym obywatelem kraju członkowskiego UE. Nie potrzebowałem pozwolenia na pracę, musiałem się tylko zarejestrować. Robiło się to na posterunku policji (wydział do spraw cudzoziemców) przy ul. Ralisa 24. Trzeba było się tam stawić wcześnie rano i czekać przy płocie na policjanta, który najpierw przeprowadzał face control, a potem od tych, którzy przeszli sprawdzian pomyślnie, żądał okazania paszportu. Jeśli paszport był dobry, wpuszczał do środka. Mój paszport był dobry, więc mogłem poczłapać w kierunku budynku, zostawiając za sobą dziesiątki, a może setki rąk, próbujących ponad płotem podać dokumenty policjantowi. Człapiąc przed siebie kątem oka widziałem jeszcze, jak policjant zgarnia trochę papierów znad siatki i wraca na posterunek, nie oglądając się na ich właścicieli. Dla mnie rejestracja to był po prostu dzień spędzony w towarzystwie greckich policjantów i takich jak ja ludzi z „nowej Europy” (Ta sala była chyba dedykowana specjalnie nam, co trochę osłabiało moje zadowolenie. Widać dla „starej Europy” przewidziano inną procedurę.) Moje papiery wędrowały od policjanta do policjanta, przeprowadzano ze mną kolejne rozmowy (trochę poległem na pytaniu o wyznanie). Wreszcie policjant oświadczył, że nic nie może dla mnie zrobić, póki nie dostarczę rachunku za telefon stacjonarny. Już wtedy było to dla mnie urządzenie tak egzotyczne jak wajcha ssania we Fiacie 126p. Byłem tak zaskoczony, że na niego nakrzyczałem, czego zwykle bym nie zrobił z samego strachu, nie mówiąc o manierach. Sprawa została rozpatrzona pozytywnie. Ludzie spoza Europy siedzieli w sąsiedniej sali, a na twarzach nie mieli wypisanej nadziei. Raczej zmęczenie.

Jeszcze w roku 2009, a więc między „starą” a „nową” falą migracji, Grecy nie radzili sobie z problemem. Znów, według szacunków OECD w 2010 roku ponad 600 tys. osób przebywało w Grecji nielegalnie. W 2009 roku spośród 30 tysięcy osób ubiegających się o azyl, otrzymało go 11 (słownie: jedenaście, więcej danych tu). PASOK obiecywał zmiany w prawie azylowym. Tych zmian nie śledziłem, ale można chyba zaryzykować stwierdzenie, że to, co przystawało do sytuacji roku 2009 czy 2010 nie przystaje do sytuacji obecnej. Narastająca dramatycznie fala emigrantów i uchodźców zbiegła się w czasie z kryzysem politycznym, który z kolei jest opóźnionym w czasie efektem kryzysu ekonomicznego. Kwestia uchodźców stała się tematem kampanii wyborczych, których coraz bardziej widocznym uczestnikiem było neonazistowskie ugrupowanie Złota Jutrzenka. W dzielnicach Aten, gdzie obecność emigrantów była najbardziej odczuwalna, jak np. okolice placu Św. Pandelejmona, dochodziło do manifestacji i starć protestujących z policją. Również do aktów przemocy na tle rasowym. Kolejne rządy przed kolejnymi wyborami otwierały kolejne centra zatrzymań, a SYRIZA protestowała (słusznie) przeciw nieludzkim warunkom traktowania przetrzymywanych. Po wyborach 2015 roku rezydenci centrów zatrzymań zostali przewiezieni do centrum Aten, tam wypuszczeni na wolność i pozostawieni sami sobie. Całe to zamieszanie utrudniło dyskusję o polityce migracyjnej, nie mówiąc już o procesie integracji tych, którzy zdecydowali się w Grecji zostać.

Piszę to wszystko, żeby zwrócić uwagę, że nie ma sensu oczekiwać cudów. Można mieć różne opinie na temat tego, kto ponosi winę za grecki kryzys ekonomiczny (Grecy obarczają winą samych siebie), ale na pewno to nie Grecy nie ponoszą winę za to, że setki tysięcy ludzi chcą się przedostać do Europy, a Grecja jest po drodze. Rozumiem, że instytucje unijne nie są zbyt chętne do przekazywania pieniążków Aleksisowi Tsiprasowi, zanim ten przedstawi plan radzenia sobie z sytuacją. Istnieje obawa, że te środki zostaną wydane na pensje dla budżetówki, jako nagroda za lojalność i głosy wyborcze. Z drugiej strony, jaki ma sens trzymanie się protokołu Dublin 2, który przewiduje przekazanie nielegalnych emigrantów do kraju, przez którego teren dostali się oni do UE? Te postanowienia zostały zawieszone w 2011. Teraz mówi się o ich odwieszeniu. Teraz, kiedy przyszłość Grecji w strefie Schengen, w strefie Euro, a nawet w UE jest poddawana w wątpliwość, chcemy zrzucić Grekom na głowę kolejny problem, z którym sobie nie radzili sobie jeszcze przed kryzysem ekonomicznym i politycznym? Nie rozumiem, dlaczego z trudną sytuacją mają sobie radzić dwa kraje: Niemcy i Grecja. To nie fair. Tak samo, jak nie fair jest odwracanie się tyłem do ludzi, którzy uciekają przed wojną w swoim kraju.

[źródła informacji w odnośnikach]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s